wtorek, 4 września 2012

Nie wyobrażam sobie rozpoczęcia dnia bez gorącej kawy i... muzyki.
 Moje poranne święto rozpoczyna się po odprowadzeniu Poli(córki) do przedszkola i trwa całe cztery i pół godziny;)To moment kiedy nie muszę nakładać make upu,mogę spokojnie spacerować po mieszkaniu bez niektórych części garderoby ;), usiąść i  robić to na co mam ochotę lub po prostu nie robić nic.Niestety często wtedy okazuje się,że nie mam mleka do kawy lub z mleka zrobił się kefir;)
Żyjemy w kraju gdzie wyjście po mleko w wyciągniętym dresie lub nawet  piżamie nikogo nie dziwi ja jednak  tego nie popieram ponieważ łatwo popaść w swoiste przyzwyczajenie ;))Dres jak najbardziej  ale piżama tylko do spania!!!!
Wracając do muzyki...bo o niej miała być mowa;)
Nigdy nie były mi obce rockowe brzmienia ale przyznam że odkąd mam do czynienia z "tutejszymi" ludźmi moje muzyczne horyzonty nieco się rozszerzyły.I tak np ktoś kiedyś polecił mi The National, niedawno usłyszałam o The Stone Roses i w ten sposób co jakiś czas pojawia się jakaś "nowość"do odsłuchania.
Nie wiem czy to sentyment do minionych czasów czy może ten specyficzny, deszczowy klimat Dublina ale przyznam,że z przyjemnością wracam też do staroci takich jak; The Cure ,The Police czy Depeche Mode.
Ponieważ pomysł jest taki, że na tym blogu będę pisać również o muzyce, więc potraktujcie ten post jako pierwszy w tym temacie.
Napiszcie co Wam poprawia nastrój rano...
Miłego dnia. Ania 



      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz