Prawdziwy mężczyzna powinien pachnieć skórzaną kurtką,papierosami i starą komodą;) Tak kiedyś opisała swój typ mężczyzny moja znajoma. Zapewne życie zweryfikowało jej gust i okazało się, że prawdziwy facet to nie rzecz wyglądu czy zapachu ale zachowania i podejścia do życia.Mnie samej zdarza się odwrócić głowę za nienagannie ubranym panem z lekkim zarostem, a za męskimi zapachami aż chce się podążać ulicami. Czyż nie?
Znam muzykę(znam głos), która/y uzupełnia wszystkie te cechy które tak cenimy w płci przeciwnej. To głos wokalisty amerykańskiej grupy The National. Charyzmatyczny Matt Berninger jest facetem trochę nie z tej epoki w tych swoich gestach,wyglądzie i zachowaniu na scenie. Ale tym własnie się wyróżnia i za to go cenię.
Nie staram się też analizować jego tekstów gdyż czasami mam wrażenie, że tylko on wie o co mu w nich chodzi ;). Skupiam się raczej na głosie bo jest wspaniały i działa kojąco.
A real man should smell like leather jacket, cigarettes and an old chest of drawers;) That way one of my friends has described her type. Perhaps life has verified her taste and it turned out that a real man is not a thing but the look or smell of behavior and approach to life. Same happens for myself to turn my head for the impeccably dressed with a light beard, and sometimes you just want to follow the man along the streets due to male fragrances. Is not it?
I know the music (I know the sound of voice) that completes all these qualities that we value in opposite sex. It is the voice of the American singer of The National. The charismatic Matt Berninger is not of this era, in the his gestures, appearance and behavior on stage. But this has just stands out and for that I appreciate it.
Also do not try to analyze his lyrics because sometimes I have the impression that only he knows what he terms them;). I focus more on his voice because he is gorgeous and has a soothing effect.
Każdy kto chociaż raz poczuł jak to jest być "rock'n'rollowcem", całe życie będzie szedł pod prąd i wystawał poza wszystkie oczywiste dla innych, dopuszczalne normy. To pewien sposób na życie i poczucie wolności, którego nie da się niczym zastąpić.
Gdybym się urodziła wcześniej pewnie teraz wspominałabym jeden z koncertów Stones'ów w Polsce. A tak przeszukuję wspomnienia z dzieciństwa, oraz internet w poszukiwaniu starych kawałków zasłuchanych dawno temu w radiowej trójce, mając w pamięci wyciszony głos Marka Niedzwieckiego. Dzisiaj doczytuję to czego wtedy nie wiedziałam o Micku Jaggerze.
Chociaż bilety na koncerty nie należą do najtańszych to mam nadzieję, że kondycja panom dopisze i będzie mi dane zobaczyć ich jeszcze kiedyś na żywo.
Na niesamowitą wycieczkę ...( kompletną jazdę ) w świecie skąpanym w alkoholu, kipiącym seksem, doskonałą muzyką i narkotycznym transem zaprasza nas Christopher Andersen autor książki "Szalone życie i geniusz Jaggera".
Wydany na 50 rocznicę działalności zespołu wysmakowany album zawiera niepublikowane zdjęcia i materiały z prywatnych zbiorów muzyków.
Polecam!
*Pozdrawiamy*
czwartek, 20 września 2012
Hurts
Duet Hurts tworzą wokalista Theo Hutchcraft oraz obsługujący syntezatory Adam Anderson. Ich singiel „Wonderful Life” był jedną z najczęściej emitowanych piosenek w rozgłośniach radiowych w 2010 roku! Podobną popularnością cieszyły się piosenki „Better Than Love” czy „Stay”, a także doskonałe „Devotion” nagrane wspólnie z samą Kylie Minogue!
Ci panowie to kwintesencja dobrego stylu , wspaniałego głosu i uroku osobistego;)
wtorek, 4 września 2012
Nie wyobrażam sobie rozpoczęcia dnia bez gorącej kawy i... muzyki.
Moje poranne święto rozpoczyna się po odprowadzeniu Poli(córki) do przedszkola i trwa całe cztery i pół godziny;)To moment kiedy nie muszę nakładać make upu,mogę spokojnie spacerować po mieszkaniu bez niektórych części garderoby ;), usiąść i robić to na co mam ochotę lub po prostu nie robić nic.Niestety często wtedy okazuje się,że nie mam mleka do kawy lub z mleka zrobił się kefir;)
Żyjemy w kraju gdzie wyjście po mleko w wyciągniętym dresie lub nawet piżamie nikogo nie dziwi ja jednak tego nie popieram ponieważ łatwo popaść w swoiste przyzwyczajenie ;))Dres jak najbardziej ale piżama tylko do spania!!!!
Wracając do muzyki...bo o niej miała być mowa;)
Nigdy nie były mi obce rockowe brzmienia ale przyznam że odkąd mam do czynienia z "tutejszymi" ludźmi moje muzyczne horyzonty nieco się rozszerzyły.I tak np ktoś kiedyś polecił mi The National, niedawno usłyszałam o The Stone Roses i w ten sposób co jakiś czas pojawia się jakaś "nowość"do odsłuchania.
Nie wiem czy to sentyment do minionych czasów czy może ten specyficzny, deszczowy klimat Dublina ale przyznam,że z przyjemnością wracam też do staroci takich jak; The Cure ,The Police czy Depeche Mode.
Ponieważ pomysł jest taki, że na tym blogu będę pisać również o muzyce, więc potraktujcie ten post jako pierwszy w tym temacie. Napiszcie co Wam poprawia nastrój rano...
Miłego dnia. Ania